Czy Polacy dojrzewają do podatku liniowego
Autor:Tomasz Bar
Tak można by sądzić po zapoznaniu się z ostatnimi wynikami badania pod hasłem „Portret polskiego podatnika”, przeprowadzonego przez ośrodek badawczy PBS DGA na zlecenie Gazety Prawnej.
Pokazują one rosnące wśród Polaków poparcie dla pomysłu wprowadzenia jednej stawki podatkowej – 15%. Odbywa się to kosztem spadku poparcia dla głoszonej przez rząd propozycji wprowadzenia dwóch stawek podatkowych, jakie miałyby zacząć obowiązywać od przyszłego roku.
Podatek liniowy sposobem na zwycięstwo w wyborach do sejmu 2005 r.
Z całą pewnością można uznać, że reklamy telewizyjne jakie zafundowało nam Prawo i Sprawiedliwość na kilka tygodni przed wyborami, miały znaczny wpływ na ostateczny wynik wyborów. Odniosły skutek zwłaszcza wśród biedniejszej części społeczeństwa, czyli co tu dużo mówić – większej części Polaków.
Wszyscy pamiętamy reklamę ze słynną lodówką, z której znikała żywność a zabawki spadały z półek. To miał być straszak na Platformę Obywatelską, która to była i jest zwolennikiem podatku liniowego. Podatku dla bogatych, bo tak go przedstawiono w reklamie, jakby to on miał być odpowiedzialny za wzrost cen żywności i zabawek, czyli pogorszenie sytuacji finansowej Polaków.
W reklamie celowo zapomniano dodać, że proponowana stopa podatku liniowego 15% byłaby niższa niż obecne 19% podatku PIT czy 22% podatku VAT. Trzeba wiedzieć, że w tzw. koszyku dóbr i usług prawie 3 składników opodatkowanych jest stawką 22%. Oznacza to nic innego jak to, że wiele produktów stałoby się tańszych. Bilans ogólny wypada więc dla Kowalskiego na plus.
Pomijam kwestię wpływu wprowadzenia podatku liniowego na budżet, bo to osobna sprawa.
W reklamie pokazano to, co chciano pokazać i przyniosło to określony skutek.
Pomysł wprowadzenia podatku liniowego wraca regularnie
Choć od wyborów do parlamentu minęły prawie dwa lata, temat jest cały czas aktualny.
Zmieniają się jedynie; okres w jakim wprowadzenie podatku będzie możliwe oraz stopa tego podatku. Propozycje są różne - 15%, 16%, 18% i żadnych ulg podatkowych.
Czy Polsce niezbędny jest podatek liniowy?
Nie, ale prostszy z pewnością tak. Każdy kto rozliczał PIT-a wie ile wymaga to czasu.
Dlatego coraz częściej Polacy korzystają z porad specjalistów, zwłaszcza teraz gdy wygasła większość ulg, co powoduje że coraz częściej będziemy musieli dopłacać do podatku.
Uproszczenie – tego potrzebuje polski system podatkowy.
Biorąc pod uwagę progi podatkowe, już obecnie można powiedzieć, że mamy podatek linowy, gdyż ponad 90% osób zarabia w pierwszym progu. Jeśli będzie się co roku podnosić o kilka tysięcy złotych progi podatkowe sytuacja ta nie ulegnie specjalnej zmianie.
Zmiana do np. 18% dla wszystkich byłaby odczuwalna dla osób najlepiej zarabiających, które teraz płacą stawkę 30% i 40%. Teraz mogą one mówić o pewnego rodzaju niesprawiedliwości, gdyż powyżej pewnej kwoty rocznego dochodu oddają fiskusowi znacznie więcej.
Rząd już rok temu zapowiadał obniżenie podatków i wprowadzenie dwóch stóp w wysokości 18% i 32%. Póki co, zniesiono wiele ulg. Na obniżkę podatków trudno liczyć patrząc na obecne strajki lekarzy, szykujących się do strajków nauczycieli oraz drażliwą sprawę odebrania praw do wcześniejszej emerytury dla setek tysięcy uprawnionych. Rząd ma coraz trudniejszą sytuację. Każdy wyciąga ręce chcąc otrzymać „owoce” wzrostu gospodarczego, a budżet nie jest z gumy.
Spełnienie roszczeń wszystkich grup społecznych oznaczać będzie dziesiątki miliardów złotych ekstra z budżetu państwa. Miliardów, których nie ma i nie będzie.
PKB rzędu 7%, jak to wynika z szacunków za I kwartał 2007 r., nie jest wieczny. Mało tego, zdaniem ekonomistów taki wynik jest nie do powtórzenia. I wcale bym się nie dziwił, gdyby tak miało być. Patrząc na dynamiczny wzrost płac i emigrację coraz trudniej znaleźć tanich pracowników. To właśnie rosnące płace napędzają inflację, która lada chwila okaże się hamulcowym gospodarki.
Mając na uwadze z jednej strony brak reform w finansach państwa, a z drugiej rosnące oczekiwania płacowe setek tysięcy pracowników, nie trudno się domyślić, że podatek liniowy powoli odejdzie na dalszy plan. Coraz bardziej prawdopodobna staje się sytuacja, w której naród który straszono podatkiem liniowym sam go chce (potwierdzają to badania), a nie będzie mógł się go doczekać.
Do tematu wrócimy zapewne przy następnej kampanii wyborczej, która już za dwa lata.